Uśmiech.
Uśmiech matki, która wiedziała, że jej dziecko będzie żyć.
Tej nocy coś wybaczyłam.
Nie wszystko.
Nie wszystko naraz.
Ale coś.
Odbudowaliśmy się z Mathieu powoli.
Prawdą, a nie wymuszonymi obietnicami.
Otwartymi drzwiami, a nie zakazanymi pokojami.
I Armand nigdy więcej nie był sam za tymi drzwiami.
Każdego ranka przynosiłam mu lekką kawę, taką, jaką lubił.