Tego piątkowego wieczoru Lumi i ja siedzieliśmy w salonie, budując fortecę z poduszek i koców. To była taktyczna ucieczka od sterylnej perfekcji domu. Ukryliśmy się w naszym własnym małym świecie tkanin i cieni.
„Gideon?” – wyszeptała Lumi.
„Tak, dzieciaku?”
„Myślisz… myślisz, że ludzie mogą być dwiema osobami naraz?”
„Co masz na myśli?”
„Jak… mamusia, która kupuje ci sukienki, ale też mamusia, która każe ci gryźć słonia?”
Miałam wrażenie, jakby gardło wypełniał mi suchy piasek. „Myślę, że niektórzy ludzie mają w sobie cienie, Lumi. I czasami te cienie wychodzą, gdy się boją albo są źli. Ale cień to nie prawdziwa osoba”.
Lumi poszła do swojego pokoju i wróciła, ściskając swoją pluszową wydrę, Olliego. Długo patrzyła na zabawkę, a potem mi ją podała.
„Chcę, żebyś go wzięła” – powiedziała.
„Lumi, to twoja ulubiona zabawka. Nie mogę go wziąć”.
„Nie” – nalegała, a jej ciemne oczy patrzyły groźnie. „Spójrz na jego plecy”.
Odwróciłam wydrę. W gęstym futrze grzbietu zabawki ukryty był maleńki, ukryty zamek błyskawiczny, tak mały, że nigdy go nie zauważyłam podczas naszych maratonów filmowych. Rozsunęłam zamek.
W środku zabawki znajdował się mały, srebrny pendrive.