Siedziała na miejscu dla świadków, zwisając małymi stopami, ściskając pluszową wydrę. Mówiła wyraźnie. Powiedziała ławie przysięgłych o „cichym gryzieniu”. Opowiedziała im o próbach do fałszywych oskarżeń. Opowiedziała im o nocy, kiedy jej matka powiedziała jej, że ogień „pożre złe sekrety”.
Ława przysięgłych obradowała dokładnie dwie godziny.
Winny we wszystkich zarzutach. Podpalenia, spisku w celu popełnienia morderstwa, oszustwa ubezpieczeniowego i pięciu zarzutów znęcania się nad dzieckiem.
Gdy prowadzili Maris na odsiadkę sześćdziesięciosiedmioletniego wyroku, odwróciła się do mnie. Maska zniknęła. Piwne oczy były zapadnięte. Wyglądała jak istota z dymu i złości.
„Znajdę cię” – obiecała.
„Mam nadzieję” – powiedziałem. „To da mi powód, żeby ci przypomnieć, dlaczego przegrałeś”.
Rozdział 7: Z popiołów
Trzy miesiące po ogłoszeniu wyroku siedziałem na ganku małego domu na przedmieściach Eugene.
Dom przy Birch Street został zajęty i sprzedany, aby pokryć ogromne odszkodowanie i koszty sądowe. Nie chciałem ani grosza z tych pieniędzy. Pragnąłem życia, które nie przypominałoby muzeum.
Lumi była na podwórku, rzucając piłkę dla adoptowanego przez nas golden retrievera. Jej śmiech nie był już sekretem; był głośnym, radosnym dźwiękiem, który wypełniał powietrze. Dwa razy w tygodniu uczęszczała na terapię u dr. Reyesa, a siniaki na jej ramionach dawno zbladły, zastąpione normalnymi zadrapaniami dziecka, któremu pozwolono być dzieckiem.
„Gideon!” krzyknęła, wskazując na strumień. „Ollie mówi, że jest żaba!”