Nadzieję.
Ból.
Wszystko było w rozsypce.
Spojrzała na kobietę, która ją upokorzyła.
Kobietę, która nazwała ją niezdolną.
Kobietę, która teraz patrzyła na nią, jakby była jedyną żywą osobą w całym pomieszczeniu.
„Przez dwadzieścia dwa lata” – powiedziała Isabelle łamiącym się głosem – „wierzyłam, że moje serce umarło razem z tobą”.
Elise w końcu poczuła, jak płyną łzy.
„A ja, przez dwadzieścia dwa lata, wierzyłam, że nikt mnie nie chce”.
Isabelle zakryła usta dłonią.
To zdanie zabolało ją bardziej niż wszystkie straty w jej życiu.
W jednej chwili zrozumiała ogrom tego, co zrobiła.
Nie tylko swoim pracownikom.
Nie tylko tej młodej kobiecie.
Własnej córce, nieświadomie.
Znęcała się nad dzieckiem, nad którym spędziła całe życie w żałobie.
Upokorzyła je we własnym domu.
Odrzuciła ją, gdy los ją do niej zwrócił.
„Wybacz mi” – mruknęła Isabelle.
Słowo było prawie niesłyszalne.