Dwa.
Potem odbiera mój ojciec.
Jego głos brzmi cicho, spokojnie, nieco szorstko, z metalicznym brzękiem narzędzi odkładanych na stół warsztatowy w tle.
„Elise?”
Przez absurdalną sekundę przypominam sobie moją młodość w jego warsztacie w Nogent-le-Rotrou. Zapach gorącego oleju. Światło padające pod kątem na otwarte maski. Jego dłonie, poczerniałe od smaru, pokazujące mi, że silnik zawsze mówi prawdę tym, którzy potrafią słuchać.
Damien roześmiał się, zanim zdążyłam się odezwać.
„Dobry wieczór, teściu” – zawołał. „Twoja córka leży na podłodze i odrabia swoje obowiązki, a ciebie woła. Pomyślałam, że to cię rozbawi”.
Pani Vautrin zachichotała.
„Powiedz jej, żeby wzięła mopa! Krwawi na te piękne kafelki!”
Cisza po drugiej stronie linii nabrała ciężaru.
To nie była pustka.
To była gęstość.
Nacisk.
To samo uczucie, co w powietrzu tuż przed burzą.
Kiedy mój ojciec odezwał się ponownie, ciepło w jego głosie zniknęło.
„Podaj mi”.
Damien przytrzymał telefon blisko mojej twarzy, wciąż się uśmiechając.
Z trudem łapię powietrze.
„Tato…” Mój głos jest cichy. „Kod czarny. Dziecko”.
Słyszę jego oddech.
Nie panikuj.
Oblicz.
Potem szuflada zatrzasnęła się z hukiem, drzwi się otworzyły, szybkie kroki na betonie.
„Nie zasypiaj” – mówi. „Ucisk po lewej stronie. Nie ruszaj się, jeśli możesz tego uniknąć. Karetka już jedzie. Policja przyjeżdża zaraz za tobą. Profesor Moreau czeka na ciebie w klinice Saint-Vincent. Nie pozwól im cię przenieść, zanim przyjadą ratownicy medyczni. Słyszysz mnie?”
„Tak” – szepczę.
Damien przewraca oczami.