Mężczyznę z prowincji.
Ojca zbyt prostego, by go zliczyć.
Wtedy jeden z policjantów odwrócił się do niego i powiedział:
„Panie Delmas, zajmiemy się nią”.
I wszystko się zmieniło.
Zobaczyłem to na twarzy Damiena.
Nie tylko z powodu imienia.
Z powodu tonu.
Szacunku.
Bo mój ojciec nie był tolerowany w tej scenie.
Był posłuszny.
Jeden z ratowników medycznych klęczy już obok mnie, rozcina zakrwawiony materiał, mierzy mi ciśnienie i pyta, gdzie nastąpił uraz. Drugi szybko mówi do dyspozytora, informując o podejrzeniu krwotoku i zagrożeniu życia płodu.
Mój ojciec klęka obok mnie.
Nie dotyka mojej rany. Nigdy by tego nie zrobił bez zgody personelu medycznego. Ale z rozmysłem i delikatnością kładzie mi rękę na ramieniu i wypowiada moje imię tylko raz.
„Elise. Jestem tutaj”.
Kiwam głową.
Świat już się wali.
Damien próbuje przemówić najbardziej tchórzliwie, jak to tylko możliwe.
„To nieporozumienie” – mówi, robiąc krok naprzód. „Robi z tego wielką aferę. Moja matka ledwo ją dotknęła”.
Policjant natychmiast blokuje mu drogę.
„Zostań tam, gdzie jesteś”. „
Pani Vautrin zaczyna mówić głośniej niż wszyscy inni, oskarżając mnie o niestabilność, kruchość i przesadę. Te same słowa, których zawsze używają okrutni ludzie, gdy krew nagle zmienia ich pocieszenie w dowód.
Mój ojciec wstaje.
Nie krzyczy.
To właśnie czyni go przerażającym.