Ujawniało cienie pod oczami, pot, napięcie, odwrócone spojrzenia.
Przez szklane drzwi Isabelle słyszała już głos Adriena.
Gładki.
Opanowany.
Profesjonalny.
Ten sam głos, który kiedyś potrafił przeprosić za zrobienie komuś krzywdy, zanim zrobił to ponownie.
Anne otworzyła drzwi.
Rozmowa nagle się urwała.
Osiem osób siedziało przy stole.
Adrien przy ekranie do prezentacji.
Clémence po jego prawej stronie.
Dwóch kolegów z Delmas Capital.
Makler.
Dwóch członków zespołu Isabelle.
Prawnik.
Adrien pierwszy podniósł wzrok.
Zbladł.
Clémence podążyła za jego wzrokiem.
Przez sekundę jej mózg odmawiał skojarzenia kobiety na schodach z tą, która właśnie weszła w czarnym garniturze.
Makler przestał pisać.
Jeden z kolegów Adriena spojrzał niemal za Isabelle, jakby czekał, aż właściciel wejdzie za nią.
Isabelle się nie spieszyła.
Przeszła przez salę.
Zatrzymała się przed krzesłem zarezerwowanym dla nieruchomości.
Położyła dłoń na oparciu krzesła.
Po czym usiadła.
„Proszę” – powiedziała spokojnie. „Proszę kontynuować. Nie chciałabym przerywać pani prezentacji”.
Cisza stała się ciężka.
Clémence odezwała się pierwsza.
Głupio.
„Przepraszam” – powiedziała z nieruchomym uśmiechem. „Musi zajść jakieś nieporozumienie”.
Anne otworzyła swoje akta.
„Nie ma żadnego”.