Cisza.
Isabelle powoli zdjęła rękawiczki.
Złożyła je.
Spojrzała na zegarek.
Potem powiedziała:
„Już prawie czas”.
Clémence zmarszczyła brwi.
„Czas na co?”
Isabelle uśmiechnęła się blado.
Uśmiech tak delikatny, że stał się bardziej niepokojący niż groźny.
„Za trzydzieści minut zrozumiesz”.
Clémence wybuchnęła śmiechem.
Adrien westchnął, jakby ta kobieta w mundurze po raz kolejny udowodniła, że nie zasługuje na to, by traktować ją poważnie.
Wtedy weszli do Wieży Aurélia.
Wciąż przekonani, że odnieśli ostatnie zwycięstwo nad tym, o którym myśleli, że dawno już przepadł.
CZĘŚĆ 2
„Nic nie zrobisz?” zapytał ponownie Karim, ochroniarz, patrząc na szklane drzwi, za którymi właśnie zniknęli Adrien i Clémence.
Isabelle położyła obie dłonie na trzonku miotły i obserwowała odbicie bladego nieba na fasadzie Aurélia Tower.
Przejeżdżali pracownicy.
Kierowca dostawy zmagał się z tymczasowym identyfikatorem.
Taksówka zatrąbiła w pobliżu pasa ruchu dla samochodów.
Miasto jechało dalej, jakby nic się nie miało wydarzyć.
„Tak” – odpowiedziała. „Puszczę ich na górę”.
Karim zmarszczył brwi.
Pracował w tej firmie nieruchomości od prawie osiemnastu lat. Doskonale wiedział, kim ona jest.
Kiedy pierwszy raz zobaczył ją przyjeżdżającą o szóstej rano w swoim uniformie sprzątaczki, pomyślał, że to pomyłka.
Wtedy zrozumiał.
Isabelle uwielbiała obserwować, co ludzie zdradzają, myśląc, że rozmawiają z kimś niewidzialnym.
Ten poranek dał jej więcej, niż mogła oczekiwać.