„Rozumiałaś wystarczająco. Po prostu wolałaś wersję mnie, która potrzebowała twojej aprobaty”.
Adrien milczał.
Wokół nich Paris ruszył dalej.
Dostawczy furgonetka blokowała pas.
Rowerzysta rzucał obelgami w taksówkarza.
Technik kaszlał słabo przed tabletem.
Życie nie chciało się stać filmem tylko dlatego, że dwoje ludzi w końcu stanęło przed prawdą.
Adrien wziął oddech.
„Przepraszam”.
Isabelle mu uwierzyła.
Po części.
Ból uderzył go w języku, który szanował: utrata statusu, utrata przyszłości, utrata kontroli.
Czy to były wyrzuty sumienia, czy po prostu samotność?
A może jedno i drugie.
Ludzie rzadko są czyści, nawet w swoim żalu.
Ale wiara w przeprosiny nie oznacza ponownego otwarcia drzwi.
„Wiem” – powiedziała.
Czekał.
Jak wcześniej.
Jakby jego przebaczenie automatycznie otwierało przejście.
Jakby znów miała mu wytłumaczyć jego ból, zaoferować mu…
krzesła, żeby ocalić swój wizerunek.
Ten mechanizm istniał w niej od zawsze.
Już nie.
Po długiej ciszy Adrien zrozumiał.
A przynajmniej rozumiał wystarczająco dużo.