„Nie jestem twoim sędzią”.
„Wiem”.
„Nie jestem twoim wrogiem”.
Mama zakryła usta i w końcu zaczęła płakać.
Ale jej łzy już mnie nie kontrolowały.
Przedtem, gdyby mama płakała, pobiegłabym ją pocieszyć. Mając dwanaście lat, prosiłabym ją o wybaczenie za to, że żyję. Mając dwadzieścia cztery, nadal stałam.
Dzwonek zadzwonił ponownie.
Wszedł mój ojciec.
Léa poszła za nim.
Nigdy nie wiedziałam, kto ich zawołał. Może Chloé. Może sama Léa, nie mogąc się powstrzymać. Może ból, który zawsze znajduje sposób, by zgromadzić winnych w jednym pokoju.
Moi rodzice spojrzeli na siebie po ponad dziesięciu latach.
Nie było miłości.
Nie było nawet wyraźnej nienawiści.
Same ruiny.
„Marc” – powiedziała mama.
„Isabelle”.