Po prostu wyjąłem list i położyłem go na małym stoliku pokrytym zużytymi czasopismami.
„Przeczytałem go dwanaście lat za późno”.
Mama zamknęła oczy.
„Marc”.
„Nie zaczynaj z nim”, powiedziałem. „Najpierw ty”.
Powoli skinęła głową.
Zdjęła fartuch. Na jej dłoniach były ślady brązowego barwnika wokół paznokci. Nie były już nieskazitelnymi dłońmi kobiety, która odeszła z czerwoną walizką, ale nadal były dłońmi, które uczesały mnie na moją pierwszą szkolną imprezę.
To mnie rozzłościło.
Bo ciało pamięta, nawet jeśli nie chcesz.
„Nie odeszłam z twojego powodu” – powiedziała.
Zaśmiałam się, ale we mnie nie było śmiechu.
„Jaka hojna, mamo. Wystarczyło dwanaście lat, żeby ci to uświadomić”.
Przyjęła to spokojnie.
„Byłam z Delmas już od miesięcy. Twój ojciec i ja mieliśmy trudne chwile, ale to niczego nie usprawiedliwia. Skłamałam. Zdradziłam. Byłam dorosła”.
„A ty mnie oskarżyłaś”.
Jej broda drżała.