Léa stanęła między nimi i stanęła przed naszą mamą.
„Pamiętasz mnie?”
Mama płakała coraz głośniej.
„Każdego dnia”.
Léa pokręciła głową.
„Nie. Nie pozwolę ci na taki wyrok. Gdybyś pamiętała o mnie każdego dnia, przyszłabyś tu chociaż raz”.
Posunięcie było idealne.
Mama to zaakceptowała.
Ojciec spojrzał na mnie.
„Też cię zraniłam”.
Léa odwróciła się do niego.
„Nie zaczynaj”.
„Muszę to powiedzieć”.
W salonie zapadła cisza.
Na zewnątrz ludzie przechodzili z torbami chleba, kwiatami, przewodnikami, z pozornie nietkniętymi życiami. Świat toczył się dalej, jak zawsze, podczas gdy nasza rodzina leżała obnażona między witrażowym lustrem a rzędem czerwonego lakieru do paznokci.
„Zachowałem twoje listy” – powiedział ojciec. „Odebrałem ci możliwość wyboru. Myślałem, że cię chronię, ale jednocześnie ją karałem. A w tej karze zostawiłem cię bez odpowiedzi”.
Chloe objęła się ramionami.