— Nie chciałam.
Wyznanie przyszło bezgłośnie, ale uderzyło jak grom z jasnego nieba.
Kochałam go.
Wciąż go kochałam.
W tym tkwił problem.
Bo czasami ludzie, którzy cię ratują, ukrywają ranę, żeby nie musieli na nią patrzeć.
„Pozwoliłeś mi wierzyć, że się jej pozbyłem”.
„Myślałem, że jeśli jej nienawidzisz, to mniej boli”.
„Nienawidziłem siebie, tato”.
A potem naprawdę się załamał.
Chwycił stół, jakby podłoga zniknęła. Léa zakryła usta dłonią. Chloé zaczęła cicho płakać, jak wtedy, gdy była mała i nie chciała nikomu przeszkadzać.
„Wybacz mi” – powiedział mój ojciec.
Ale tej nocy jego przebaczenie nie znalazło miejsca.
Następnego ranka pojechałem pociągiem do Awinionu.
Chloé nalegała, żeby ze mną pojechać. Léa nie mogła. Powiedziała, że jeśli pojedzie, będzie krzyczeć, aż straci głos. Mój ojciec chciał jechać z nami, ale mu odmówiłem.
Po raz pierwszy