„Nie mogę”.
Zdjął marynarkę. Lekki zapach alkoholu mieszał się z tym znajomym już, damskim perfumem. Spojrzałam na niego w ciemności.
„Lorenzo. Porozmawiajmy szczerze”.
Jego ciało na chwilę zesztywniało.
„Jest późno. Możemy porozmawiać jutro? Jestem zmęczony”.
„Widziałam ją dzisiaj na oddziale położniczym”.
Cały pokój zapadł w ciszę. Słychać było tylko tykanie zegara. Po długim czasie on w końcu przemówił:
„Skoro już wiesz, nie będę tego więcej ukrywał. Ma na imię Elena. Jest w ciąży. Z bliźniakami, chłopcem i dziewczynką”.
Powiedział to ze spokojem, jakby mówił o pogodzie. Mocno zacisnęłam dłonie.
„I co zamierzasz zrobić?”.