A nasze małżeństwo? A moje siedem lat miłości?
„Kochasz ją?” – zadałam mu to pytanie. Głupie pytanie, niemal niedorzeczne.
Lorenzo milczał przez długi czas. I to milczenie było najjaśniejszą odpowiedzią.
W końcu powiedział cicho:
„Nie wiem. Ale ona jest bardzo słodka, bardzo posłuszna. Moja matka też ją docenia. Najważniejsze, że nosi w łonie krew rodziny Ricci”.
„Rozwiedźmy się” – powiedziałam spokojnie.
Tym razem to on był zszokowany.
„Co powiedziałaś?”.
„Powiedziałam: rozwiedźmy się. Skoro masz już nową rodzinę, skoro twoja matka tak bardzo ją ceni, skoro ona już jest w ciąży z twoimi dziećmi… to ja się usuwam”.
„Sofia, nie ekscytuj się”. – Jego ton złagodniał. „Ty zostajesz moją żoną. To się nie zmieni. Co do Eleny, mogę dać jej pieniądze. Po porodzie odejdzie…”.
Zaczęłam się śmiać, trzęsąc się cała.