Ale były znaki.
Znów zaczęła cicho śpiewać podczas gotowania. Zaczęła nosić kolorowe sukienki. Obcięła włosy do ramion i powiedziała mi, że chce się rozpoznać w lustrze, nie pytając o pozwolenie z przeszłości.
Pewnej soboty wróciliśmy na mały placyk niedaleko kościoła w Tours. Ten sam, na którym wypiliśmy pierwszą kawę po naszym spotkaniu.
Akordeonista grał starą francuską piosenkę. Kilka par tańczyło powoli pod drzewami.
Wyciągnąłem do niej rękę.
„Czy pozwolisz mi zatańczyć, Madame Hélène?”
Zaśmiała się.
„Z twoim kolanem, Robert?”
„Twoje nie jest wiele bardziej niezawodne. Zawieramy pakt: jeśli jedno z nas upadnie, drugie upadnie razem z nim”.
Włożyła swoją dłoń w moją.
Tańczyliśmy powoli, prawie bez ruchu.
Ale dla mnie cały świat zatrzymał się, żeby na nas patrzeć.
Hélène oparła głowę na moim ramieniu.