„Robert…”
„Tak?”
„W noc poślubną, kiedy zobaczyłeś moje blizny, myślałam, że to już koniec”.
Uścisnąłem jej dłoń.
„Nie, Hélène. Wtedy to wszystko się naprawdę zaczęło”.
Zamilkła na kilka sekund.
Potem powiedziała:
„Przez całe życie wierzyłam, że moje ślady dowodzą, że nikt nigdy mnie nie pokocha”.
Odwróciłem się do niej.
„Twoje ślady dowodzą tylko, że przetrwałeś tak długo”.
Zapłakała.
Ale tym razem nie był to smutek zrodzony ze strachu.
To był smutek z ulgi.
Tej samej nocy, przed pójściem spać, Hélène wyjęła z szuflady nocnego stolika stary list, który napisała do mnie czterdzieści lat wcześniej. Oprawiła go w prostą ramkę i powiesiła na ścianie w naszej sypialni.
Pod listem napisała własnoręcznie: