Potem wzięła zaklejoną kopertę z moim imieniem.
„Napisałam ten list, kiedy zabrali mnie do Bordeaux. Chciałam ci powiedzieć, że nie wyjechałam, bo tak chciałam. Chciałam cię prosić, żebyś na mnie poczekał”. Ale mój mąż znalazł go, zanim zdążyłam go wysłać.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Przeczytał?”
Skinęła głową.
„Tak. Potem spalił prawie wszystkie inne listy, jakie miałem. Ten schowałem w wyściółce walizki. Tego dnia powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek jeszcze wypowiem twoje imię, poznam cenę nieposłuszeństwa”.
Nie mogłem się zmusić do odpowiedzi.
Podniosłem list ostrożnie, jakbym trzymał w sobie ukrytą część własnej młodości.
„Mogę go przeczytać?”
Skinęła głową.
Powoli otworzyłem kartkę.
Pismo było miejscami chwiejne, ale zdecydowanie należało do Hélène.
„Robercie, jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że o tobie zapomniałam, nie rób tego. Odchodzę bez wyboru. Nie wiem, czy wrócę. Nie wiem, czy mi wybaczysz. Ale jeśli życie będzie kiedykolwiek na tyle łaskawe, by oddać nam to, co nam odebrało, może wypiję z tobą kolejną kawę w małym kwadraciku, jakby czas po prostu się przed nami ukrył”.
Kiedy skończyłem, łzy spływały mi już po twarzy.
Hélène położyła dłoń na mojej.