Zawiozłem ją do kliniki w Tours. Lekarz Juliena zgodził się nas szybko przyjąć. Po badaniach lekarz…
Spojrzała na mnie z powagą, która przeszyła mnie szronem.
„Pani Hélène, ma pani stare złamanie, które nie zrosło się prawidłowo, i ślady urazów, które nigdy nie były prawidłowo leczone. Nie ma powodu do paniki, ale będzie pani potrzebowała dalszej opieki. Ból pod żebrami prawdopodobnie wynika z niedawnego urazu, nasilającego się pod wpływem starych ran”.
Hélène zbladła.
„Czy umrę?”
Lekarka złagodziła głos.
„Nie. Będzie pani żyła. Ale teraz będzie pani żyła pod odpowiednią opieką”.
W tym momencie Hélène zakryła twarz dłońmi.
Stałem przy niej i trzymałem ją za palce.
W drodze powrotnej prawie się nie odzywała. Dopiero gdy dotarliśmy do żelaznej bramy, wyszeptała:
„Bałam się, że jestem dla pani ciężarem”.
Spojrzałem na nią.