„Niektóre miłości nie przychodzą późno. Przychodzą, gdy dusza jest wreszcie gotowa na uzdrowienie”.
Dziś, gdy pada deszcz, dźwięk wody na kafelkach nie przypomina już samotności.
Przypomina muzykę.
Hélène robi herbatę. Ja kroję chleb. Czasami narzeka, że zostawiam okruszki na stole. Czasami mówię jej, że za dużo cukru dodaje do kawy. Potem się śmiejemy, bo odkryliśmy, że szczęście w naszym wieku nie składa się z wielkich luksusów.
To ktoś pytający, czy wziąłeś lekarstwo.
Ręka szukająca twoich w ciemności.
Głos mówiący „Jestem w domu”, gdy przechodzisz przez bramę.
I o dwojgu ludziach, którzy stracili prawie całe życie, ale którym wciąż dano wystarczająco dużo czasu, by nauczyli się kochać siebie nawzajem.
Tej pierwszej nocy, kiedy zobaczyłam blizny Hélène, myślałam, że moje serce przestanie bić.
Ale się myliłam.
Moje serce się nie zatrzymało.
Po prostu zaczęło bić na nowo z nowego powodu.