Miała tusz pod oczami, przekrzywiony welon ślubny, a jej marzenie o luksusie rozpadało się wokół niej.
„Tobie, Claire, nie życzę nieszczęścia. Wybrałaś już mężczyznę, który cię tego nauczy”.
Spuściła głowę.
Nie zostałam ani chwili dłużej.
Przeszłam przez środkowe przejście pod zdumionymi spojrzeniami.
Za mną rozległy się krzyki.
Matka Claire domagała się odpowiedzi.
Jeden ze współpracowników Adriena już mówił o skandalu.
Kierownik nakazał ochronie zatrzymać wykonawców.
Ktoś dzwonił na policję.
A Adrien powtarzał moje imię, jakby moje imię wciąż mogło go uratować.
„Isabelle! Isabelle, zaczekaj! Proszę!”
Nie odwróciłam się.
Na tarasie luksusowego hotelu rozciągało się przede mną Morze Śródziemne – spokojne, rozległe, obojętne.
Czarny samochód czekał na mnie.
Zanim wsiadłam, spojrzałam po raz ostatni na plażę.
Tam, pod białymi orchideami, ślub ich marzeń właśnie stał się miejscem ich upadku.
Chcieli zrobić ze mnie niedorzeczną żonę.
Uczynili mnie swoim sędzią.
W następny poniedziałek Adrien Delcourt został zwolniony z firmy.
Trzy tygodnie później wszczęto przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne.
Claire, przytłoczona długami i skandalami, zniknęła z paryskich kręgów, w których tak bardzo pragnęła zabłysnąć.
Ja sprzedałam nasze mieszkanie w 16. dzielnicy.