Claire wzięła mikrofon.
„Kochany” – mruknęła – „tak długo czekałam na ten dzień. Wiedziałam, że w końcu wybierzesz prawdziwą namiętność zamiast tego smutnego życia z Isabelle”.
Zatrzymała się, a potem dodała ze śmiechem:
„I pomyśleć, że uwierzyła w twoją rozprawę prawniczą… Szczerze mówiąc, zawsze była zbyt miła, żeby być inteligentna”.
Goście zaśmiali się jeszcze bardziej otwarcie.
Zaparło mi dech w piersiach.
Claire położyła dłoń na piersi Adriena.
„Jutro, Malediwy. Dzięki jej kartce, nic więcej. Powinniśmy jej prawie wysłać pocztówkę”.
Adrien wybuchnął śmiechem.
Ten śmiech wymazał siedem lat małżeństwa.
Wymazało poświęcenia i nieprzespane noce.
Obietnice składane przed sądem, pocałunki w czoło, szeptane „kocham cię” z przyzwyczajenia.
Nic nie pozostało.
Tylko kobieta stojąca za sosnami, która właśnie zdała sobie sprawę, że jej delikatność została błędnie uznana za słabość.
Celebrujący przemówił ponownie:
„Zanim te dwie dusze symbolicznie połączą się przed swoimi ukochanymi, jeśli ktoś chce sprzeciwić się temu związkowi, niech przemówi teraz… albo zamilknie na zawsze”.
Wyszłam z cienia.
Moje obcasy lekko zapadły się w piasek.
Powoli szłam główną alejką, między rzędami gości.
Potem powiedziałam:
„Sprzeciwiam się”.
Mój głos nie drżał.
Przeciął plażę niczym zimne ostrze.
Kwartet przestał grać.
Goście się odwrócili.