Wiadomości już zaczynają krążyć.
Nie cała historia.
Jeszcze nie.
Ale dość.
Ktoś widział Juliena i Camille wchodzących do biura.
Ktoś rozpoznał Camille.
Ktoś zauważył dziecko.
A teraz świat robi to, co zawsze, gdy elegancja, pieniądze i upokorzenie się zderzają: zaczyna się żywić.
Naomi zaprasza mnie.
Odmawiam.
Jeszcze nie.
Bo mój żal jest jak wewnętrzny ogień.
Bo mój gniew jest jak metal stygnący na świeżym powietrzu.
Bo potrzebuję nocy bez świadków.
Tylko akta.
Spokój.
Notatnik Marguerite.
I, po raz pierwszy od dawna, moje własne myśli w całości.
Następnego ranka rozpoczyna się bitwa.
O 9:00 rano rada dyrektorów zostaje poinformowana.
O 10:00 rano jestem na wideokonferencji z dwoma dyrektorami, prawnikiem grupy, konsultantem kryzysowym i ekspertem ds. transformacji, którego Marguerite zatrudniła sześć miesięcy wcześniej.
Julien wysyła mi trzy wiadomości: jedną błagalną, jedną wściekłą i jedną pełną niedowierzania.
Camille wysyła mi długi SMS o „stabilności” dziecka i „dojrzałości między dorosłymi”.
Nie odpowiadam na żadną z nich.
W południe Delorme Industrie publikuje krótkie oświadczenie:
Grupa Delorme Industrie potwierdza transformację zarządzania zgodnie z planem sukcesji pani Marguerite Delorme. Na razie nie będzie dalszych komentarzy.
Rynek reaguje.
Nie katastrofalnie.
Ale wystarczająco, by zaniepokoić analityków i podekscytować felietonistów.
Tego samego wieczoru prawnik Juliena ogłosił, że rozważa zakwestionowanie spadku.
Maître Lemaire odpowiedział w ciągu dwudziestu minut.
Z załączoną pierwszą częścią zapieczętowanego pliku księgowego.
Następnego popołudnia prawnik Juliena poprosił o „czas na namysł”.
Niemal podziwiam szybkość, z jaką odwaga topnieje w obliczu dowodów.
Ale chodzi o coś więcej niż tylko o interesy.
Jest też małżeństwo.