Późnym wieczorem, na przeszklonym tarasie, Naomi dołącza do mnie z dwoma kieliszkami szampana.
„Wiesz” – powiedziała z krzywym uśmiechem – „połowa Paryża spodziewała się, że znikniesz”.
Spojrzałem na światła miasta.
„Wiem”.
Uniosła kieliszek.
„Zniszczyłeś ich ulubiony scenariusz. Zrozpaczona żona była dla nich wygodniejsza niż kompetentna kobieta”.
Uśmiechnąłem się.
„Wciąż mam czas, żeby zostać wiedźmą z bagien”.
Naomi wybuchnęła śmiechem.
„Proszę bardzo. Ale rób swoje”.
Kiedy wróciłem do domu tego wieczoru, czekała na mnie paczka.
Brak adresu zwrotnego.
Ochroniarze najpierw ją otworzyli.
W środku była stara, srebrna grzechotka, starannie wypolerowana, z krótką notką od Juliena.
Moja mama kupiła ją dawno temu.
Dla mojego pierwszego dziecka. Pomyślałem, że może teraz twoja kolej.
Nie wiem dlaczego.
Zostaję.
Długo wpatrywałam się w list.
A potem grzechotka.
Może wysłał go, bo poczucie winy w końcu znalazło ujście.
Może po prostu dlatego, że nie mógł znieść tego w swoim domu.
Może nawet teraz nadal oferuje kobietom w swoim życiu przedmioty, których nie potrafi do końca zrozumieć.
Nie odpowiadam.