Aby się umówić.
Aby przetrwać burzę.
Wiadomość każe mu czekać.
Kiedy w końcu staję z nim twarzą w twarz, jego wyraz twarzy się zmienił. Mniej wściekły. Bardziej wyrachowany. Już próbuje innej postawy. Tej bezbronnej.
„Nie róbmy tego tutaj” – mówi. „Powinniśmy porozmawiać na osobności”.
Twarz Camille za nim zastyga.
Nie z powodu słowa „na osobności”.
Z powodu zwykłej intymności tego sformułowania.
Zna ten ton.
Mężczyźni tacy jak Julien nigdy nie wymyślają go tylko dla jednej kobiety.
Patrzę na niego.
Jego ciemny garnitur.
Jego pierścionek.
Pierwsze zmarszczki wyczerpania wokół ust.
Widoczne pęknięcia mężczyzny, który całe życie wierzył, że urok może zastąpić siłę.
Potem wypowiedziałam zdanie, o którym nie wiedziałam, że tak długo w sobie dusiłam:
„Nigdy nie rozmawialiśmy na osobności. Kłamałeś tylko na osobności”.
Maître Lemaire spuścił wzrok, by ukryć coś, co mogło być oznaką zawodowej satysfakcji.
Camille odwróciła wzrok.
A Julien, po raz pierwszy odkąd go poznałam, nie miał gotowej odpowiedzi.
Wyszłam.
Na zewnątrz Paryż był nieprzyzwoicie normalny.
Przejeżdżały samochody.
Ludzie przechodzili przez ulicę z bagażami.
Na ulicy pojawił się skuter.
Gdzieś za jasnymi, kamiennymi fasadami zawyła syrena.
Miasto szło dalej, jakby moje życie nie miało zaraz eksplodować.
Wsiadłam do samochodu.
Stałam tam jeszcze chwilę, mocno ściskając kierownicę, aż moje tętno zwolniło na tyle, by znów móc się poruszać.
Potem ruszyłam w stronę domu Marguerite w Neuilly.
Dom zmienił się bez niej.
Nie mniejszy.
Ale mniej żywy.
Jakby sam kamień wiedział, że kobieta, która rządziła całym tym miejscem, już tam nie oddycha.
Gospodyni, Dolores, otwiera drzwi, zanim jeszcze zadzwonię, i przyciąga mnie do siebie z czułą brutalnością, która niemal doprowadza mnie do łez.
„Tak mi przykro, kochanie” – mruczy. „I tak bardzo się cieszę, że przybyłaś przed nim”.
Przedtem.
Marguerite też o tym pomyślała.
Dolores prowadzi mnie na górę do garderoby.
Jasnego, uporządkowanego, schludnego pokoju, pachnącego pudrem i wetywerią, z kremowo lakierowanymi szafami, starannie złożonymi apaszkami, butelkami ustawionymi w rzędzie niczym żołnierze.
Toaletka stoi pod dużym lustrem.