Po prostu wkładam grzechotkę do szuflady w szafie Marguerite, obok jej notesu, i zamykam ją na klucz.
Nie dlatego, że należy do mnie.
Ale dlatego, że nic porzuconego nie zasługuje na to, by je eksponować.
Lata mijają.
Nie jak mgła.
Bardziej jak kolejne warstwy.
Firma się rozwija.
Ja też.
Popełniam błędy.
Poprawiam je.
Popełniam lepsze.
Uczę się rozpoznawać tych, którzy mylą uprzejmość ze słabością i tych, którzy mylą brutalność z wizją.
Uczę się czytać sztukę, zanim jeszcze padnie pierwsze słowo.
Uczę się, że cisza, mądrze wykorzystana, nie jest odosobnieniem, ale strukturą.
Uczę się też znowu śmiać.
Tym razem naprawdę się śmiać.
U Naomi.
Z Dolores.
Kiedy pewnego ranka odkryłam, że poszłam na strategiczne spotkanie w dwóch nieco innych butach i nikt nie odważył się tego zauważyć, bo moja prezentacja była zbyt dobrze zaprezentowana, żeby ktokolwiek mógł spojrzeć mi w stopy,
Żal nie znika.
Po prostu zmienia formę.
Przestaje być powodzią.
Staje się klimatem.