„Zabawne. Wczoraj chciałaś na mnie naskarżyć”.
„Byłam zrozpaczona…”
„Nie. Byłaś zadowolona”.
Spuściła wzrok.
„Claire, proszę. Ten naszyjnik należał do mojej matki”.
„Więc może powinnaś była oskarżyć złodziejkę, a nie kobietę, która gotowała dla twojej rodziny, kiedy twoje własne pracownice nie mogły już znieść twoich upokorzeń”.
Słowa wypowiedział spokojnie.
Ale zobaczyłam, że Hélène się wzdrygnęła.
Niektórych prawd nie trzeba wykrzykiwać, żeby bolały.
Adrien przeczesał włosy dłonią.
„Zgadzam się”.
Hélène odwróciła się do niego.
„Adrien!”
„Masz inne wyjście?” wybuchnął. „Spędziłeś lata, prowokując to! Lata! A ja byłem na tyle głupi, że cię posłuchałem!”
Zakryła usta dłonią.
To był chyba pierwszy raz, kiedy jej syn ją o cokolwiek zganił.
Ale nie czułem się zwycięzcą.
Tylko zmęczenie.
Bo mężczyźni tacy jak Adrien widzą winę tylko wtedy, gdy szkoda uderza w ich konto bankowe.
Tego popołudnia rezydencja przy Avenue Foch przestała przypominać pałac.
Dyskretne samochody przyjechały o 15:00.
Przedstawiciele holdingu weszli z dokumentami.
Samochody zostały odzyskane.
Dzieła sztuki zostały zinwentaryzowane.
Pracownicy otrzymali nowe kontrakty bezpośrednio od Grupy Moreau, z podwyżką pensji i gwarancją dalszego zatrudnienia, jeśli sobie tego życzą.
Hélène próbowała zrobić scenę na schodach.
Mówiła o upokorzeniu.