Przyszedł, wyglądając inaczej.
Bez drogiego zegarka.
Bez idealnie skrojonego garnituru.
Bez tego aroganckiego błysku w oku.
Wydawał się mniejszy.
A może w końcu dostrzegałam jego prawdziwe rozmiary.
„Claire” – powiedział.
Nie odpowiedziałam.
Stał dalej przed moim biurkiem.
„Przyszedłem prosić o twoje wybaczenie”.
„Za policzek?”
Zamknął oczy.
„Za wszystko”.
„Wszystko to dużo, Adrien. Bądź bardziej precyzyjny”.
Wziął głęboki oddech.
„Za Camille. Za moją matkę. Za upokorzenia. Za to, że pozwoliłaś ci przewodzić, a ja zbierałem brawa. Za to, że sprawiłeś, że poczułeś się mały”.
Spojrzałam na niego przez kilka sekund.
„A co z naszyjnikiem?”
„Nie wiedziałam”.
„Ale ty wolałaś wierzyć”.
Spuścił głowę.