Moje imię i nazwisko rodowe.
Kierowca otworzył mi drzwi.
Wysiadając, poczułem pieczenie w dłoni.
Spojrzałem na zaschniętą krew między palcami i wydało mi się to niemal absurdalne.
Oskarżyli mnie o kradzież naszyjnika.
Przez cztery lata próbowali ukraść mi wszystko, czym byłem.
W holu czekało na mnie dwóch prawników.
Za nimi stał mój ojciec.
August Moreau nigdy nie musiał podnosić głosu, żeby go posłuchano.
Miał siedemdziesiąt lat, nienagannie uczesane siwe włosy, idealnie skrojony granatowy garnitur i ciemną drewnianą laskę, którą nosił bardziej z elegancji niż z konieczności.
Kiedy mnie zobaczył, jego twarz się zmieniła.
To nie była litość.
To był ból.
A potem gniew.
„Czy on cię dotknął?” – zapytał.
Nie odpowiedziałem od razu.
Dotknąłem tylko policzka.
Mój ojciec zamknął oczy na sekundę.
Kiedy je otworzył, nie był już tylko moim ojcem.
Był człowiekiem, który odkupił, uratował i wsparł połowę imperium, które Adrien lubił przedstawiać jako swoje.
„Dobrze” – powiedział, zwracając się do prawników. „Rozpocznijcie wszystko”.
Jeden z prawników podszedł do mnie.
„Pani Moreau, potrzebujemy tylko pani formalnego potwierdzenia”.
„Potwierdzam”.
„Zamrożenie gwarancji osobistych?”