Dziadek nadal się nie ruszył.
„Możesz wejść” – powiedział spokojnie Walter. „Ale tylko pod warunkiem spełnienia jednego warunku”.
Albert przełknął ślinę i wpatrywał się w niego. „Warunek? To MÓJ dom!”
Walter uśmiechnął się blado.
„Właściwie” – powiedział – „właśnie tu się mylisz”.
„Tylko jeśli zgodzisz się spełnić jeden warunek”.
Wtedy Walter odsunął się na tyle, by Albert mógł zobaczyć, co czeka na niego w domu.
Na stole leżały papiery, a wszędzie walało się pranie.
Albert chwycił się za pierś. „Co to jest? Nie! Jak możesz?”
„Och, to proste” – powiedział dziadek mojego męża, wskazując na papiery. „Kiedy pomagałem ci kupić ten dom, zadbałem o to, żeby moje nazwisko pozostało w akcie własności. Mam 60% udziałów, jeśli dobrze pamiętasz”.
Twarz Alberta zbladła.
Walter wytrzymał jego spojrzenie.
„Zainwestowałem w męża” – powiedział spokojnie. „Nie w samolubnego małego chłopca”.
„Jak możesz?”
Albert z trudem przełknął ślinę.