Walter spojrzał mojemu mężowi prosto w oczy.
„Mój warunek ma dwie części i żadna z nich nie jest opcjonalna”.
Albert zaśmiał się nerwowo. „Dziadku, chodź”.
„Nie. Ty chodź”.
W pokoju zapadła cisza.
Walter wszystko dokładnie wyjaśnił.
Po pierwsze, Albert podpisze umowę majątkową małżeńską gwarantującą mi 90% kapitału domu w razie rozwodu.
Po drugie, przez kolejne trzy miesiące, aż do narodzin dziecka, Albert sam będzie zajmował się wszystkimi obowiązkami domowymi.
„Nie. Daj spokój”.
To obejmowało gotowanie, sprzątanie, pranie i zakupy. I będzie spał na kanapie.
Mój mąż wyglądał na oszołomionego.
„Nie mówisz serio”.
Walter skrzyżował ramiona. „Och, mówię bardzo poważnie, bo zostawianie ciężarnej i rannej żony na zewnątrz, bo nie chciałeś przegapić wyprawy na ryby, to szaleństwo”.
Albert otworzył usta, ale Walter mu przerwał.