Isabelle de Montclair była znana w całej Francji jako „Królowa Lodu” luksusowych nieruchomości.
Zimna. Niepokonana. Nietykalna.
W Paryżu, Cannes i Courchevel jej nazwisko otwierało drzwi do najwspanialszych prywatnych rezydencji, najbardziej ekskluzywnych sal konferencyjnych i przyjęć, na których miliony rozmawiały tak swobodnie, jak inni mówią o pieniądzach.
Ale za nienagannymi garniturami, antyczną biżuterią i spojrzeniem, na które nikt nie odważył się długo patrzeć, Isabelle nosiła ranę, której pieniądze nigdy nie były w stanie uleczyć.
Dwadzieścia dwa lata wcześniej zniknęła jej jedyna córka, Léa.
Była jeszcze niemowlęciem.
Pewnego letniego wieczoru, podczas wielkiego festynu parafialnego w małym miasteczku w Normandii, pośród straganów z ciastami, wiszących lampionów i bijących dzwonów kościelnych, Léa zniknęła.
Kilka sekund.
Tylko tyle wystarczyło.