Elise spojrzała na tę dłoń.
Dłoń kobiety, która posiadała budynki, firmy, fortunę.
Ale teraz drżała jak dłoń utraconej matki.
Myślała o Madeleine, staruszce, która wychowała ją z niewielkim majątkiem, ale w milczeniu.
Myślała o mroźnych zimach w regionie Creuse, o prostych posiłkach, o pytaniach, których unikano.
Myślała o wszystkich nocach, kiedy dotykała tego naszyjnika, zastanawiając się, kto ją urodził.
Potem powoli skinęła głową.
Isabelle położyła palce na policzku Elise.
Lekki dotyk.
Prawie nierealny.
I to było zbyt wiele.
Isabelle padła na kolana pośrodku marmurowego salonu.
Przed możnymi.
Przed bogaczami.
Przed tymi, którzy zawsze uważali ją za niezdolną do słabości.
Nie myślała już o swoim imieniu.