Isabelle oddychała z trudem.
„Kochałam cię, zanim jeszcze poznałam, jak wyglądasz jako kobieta. Kochałam cię w każdym pustym pokoju. W każde urodziny bez tortu. W każde Boże Narodzenie, kiedy udawałam, że niczego się nie spodziewam. W każdym dziecku, które mijałam na ulicy, w twoim wieku”. Nigdy cię nie zapomniałam. Ani na jeden dzień.
W całym pokoju panowała cisza.
Gala dobiegła końca.
Szampan się skończył.
Prestiż zniknął.
Były tylko matka i córka, rozdzielone przez całe życie, połączone małym kawałkiem złota, którego czas nie zdołał zatrzeć.
Isabelle wyciągnęła rękę.
Potem się zatrzymała.
Jakby bała się, że jeden gest za dużo sprawi, że ten cud przepadnie.
—
„Czy mogę…?” zapytała.