„Przepraszam…” wymamrotała.
Ale gdy pochyliła się, żeby pozbierać kawałki, coś zsunęło się z jej kołnierzyka.
Delikatny złoty łańcuszek.
Wisiorek w kształcie półksiężyca.
Zakołysał się na chwilę w świetle żyrandola.
Isabelle to zobaczyła.
I świat się zatrzymał.
Muzyka.
Szepty.
Śmiech.
Wszystko zniknęło.
Isabelle zrobiła krok naprzód.
Jej twarz straciła wszelki kolor.
„Ten naszyjnik…” – powiedziała tak cicho, że osoby w pobliżu musiały się wysilać, żeby ją usłyszeć.
Elise instynktownie sięgnęła do szyi, żeby ukryć wisiorek.
Ale wtedy Isabelle nagle krzyknęła łamiącym się głosem, którego nikt nie rozpoznał:
„Ten naszyjnik należał do mojej córki!”
Cały salon zamarł.
Nawet kelnerzy zamarli.
Nawet skrzypkowie przestali grać.
Elise cofnęła się o krok.
„Proszę pani, ja…”
„Proszę to odwrócić” – rozkazała Isabelle.