Miała zwyczaj spuszczania wzroku, zanim jeszcze ktokolwiek się do niej odezwał, jakby życie za wcześnie nauczyło ją, że lepiej nie zajmować zbyt wiele miejsca.
Pierwszego dnia stłukła kryształową szklankę w kuchni.
Drugiego dnia wylała wodę z wazonu na włoskie pantofle Isabelle, które leżały w pobliżu holu.
Pani de Montclair zamarła.
Cała służba wstrzymała oddech.
Isabelle spojrzała na swoje mokre buty.
Wtedy młoda pokojówka stanęła przed nią, drżąc.
„Naprawdę jesteś taka niezdarna, czy po prostu niekompetentna?” – warknęła lodowatym głosem.
Elise zbladła.
„Przepraszam panią, ja…”
„Przeprosiny niczego nie naprawią” – przerwała Isabelle. „Gdyby znalezienie kompetentnego personelu nie było takie trudne, już by pani wyszła. Po prostu rób swoje. A przede wszystkim nie wchodź mi w drogę, kiedy jestem w domu”.
Od tamtej chwili Elise żyła w strachu.
Sprzątała korytarze bardzo wcześnie, zanim pani zeszła na dół.
Zmieniała pościel, kiedy Isabelle była na zebraniu.
Unikała salonów, kiedy pani domu podejmowała gości.
W kuchniach inni pracownicy czasami patrzyli na nią z politowaniem.