Ani jej rangi.
Ani jej imperium.
Płakała jak matka.
„Moja córko…” wyszeptała. „Moja mała Léa…”
Élise stała przez kilka sekund, przytłoczona.
Potem ona uklękła.
Nie dlatego, że wszystko wybaczyła.
Nie dlatego, że dwadzieścia dwa lata mogły zniknąć w ciągu minuty.
Ale dlatego, że w tym momencie zrozumiała, że niektóre spotkania nie naprawiają przeszłości.
Po prostu zapobiegają całkowitemu obumarciu serca.
Isabelle wzięła ją w ramiona.
Najpierw delikatnie.