„Czy ktoś napisał na piśmie, dlaczego te pieniądze zostały przeniesione?”
„Nie wiem”.
„Dowiedz się”.
Wysłałam jej zrzuty ekranu z wyciągów bankowych, SMS-y Marcusa i zdjęcia stron z mojego notatnika. O jedenastej piętnaście Patricia oddzwoniła.
„Rachel” – powiedziała – „twój mąż niechcący przesłał ci jedno bardzo przydatne zdanie”.
Przeczytała na głos jedną z wiadomości Marcusa.
Tara wyciągnęła pieniądze na dziecko tylko dlatego, że mama bała się, że je zmarnujesz.
Pieniądze na dziecko.
Nie wspólne oszczędności.
Nie fundusze domowe.
Pieniądze na dziecko.
Ton Patricii lekko się zaostrzył. „To sformułowanie ma znaczenie. Wskazuje na zamiar. Pokazuje, że dokładnie rozumieli, na co były przeznaczone te pieniądze. Teraz potrzebuję oświadczeń, które pokażą, gdzie się podziały”.
Po południu Patricia poprosiła o dokumentację w dziale ds. oszustw bankowych. Wieczorem zadzwoniła ponownie.
Siedziałam na kanapie u mamy, obok mnie stygła nietknięta herbata, i patrzyłam, jak deszcz spływa po szybach.
„Rachel” – powiedziała Patricia – „ponad połowa pieniędzy przepadła”.
Ścisnęło mnie w piersi. „Gdzie przepadła?”