Vivian spojrzała na niego, jakby ją spoliczkował.
Przez chwilę prawie mi jej było żal.
Prawie.
Potem powiedziała: „Pożałujesz, że ją wybrałeś.”
Głos Marcusa ani drgnął.
„Już żałuję, że nie wybrałem jej wcześniej.”
A potem zamknął drzwi.
CZĘŚĆ 5
Nasza córka przyszła na świat wcześnie.
Nie dramatycznie wcześnie. Nie jak w telewizyjnym dramacie. Wystarczająco wcześnie, żeby w torbie szpitalnej wciąż brakowało ładowarki do telefonu, a Marcus musiał jechać przez burzę, trzymając jedną rękę na kierownicy, a drugą sięgając do mnie za każdym razem, gdy skurcz zapierał mi dech w piersiach.
Mercy General wyglądał inaczej w nocy.
Światła w holu były przyciemnione. W recepcji zrobiło się ciszej. Ale kiedy Marcus przeprowadził mnie przez automatyczne drzwi, zobaczyłam ten sam korytarz, w którym kiedyś siedziałam z czterdziestoma siedmioma dolarami i atakiem paniki, próbującym połknąć mnie żywcem.
Zatrzymałam się.
Marcus zatrzymał się obok mnie.
„O co chodzi?”