„Nie wiem, co robię” – wyszeptałam.
Ale wtedy zauważyłam mój notes leżący na bujanym fotelu.
Ten, w którym zapisywałam daty, komentarze i dziwne wtargnięcia.
Tara wpadła bez zapowiedzi we wtorek. Przeniosła butelki na górną szafkę.
Vivian powiedziała, że karmienie piersią jest w ich rodzinie „nie podlega negocjacjom”.
Marcus powiedział, że znowu jestem wrażliwa.
Miałam czterdzieści trzy notatki.
Czterdzieści trzy razy jakaś część mnie już wiedziała, że potrzebuję dowodu.
Spakowałam też notes.
CZĘŚĆ 3
W moim pokoju z dzieciństwa wciąż było
żółte zasłony.
Kołdrę na łóżku uszyła moja babcia, kobieta, która przeżyła dwóch okropnych mężów, tornado i raka piersi, zanim skończyła pięćdziesiąt lat. Kiedy byłam mała, obrysowywałam kwadraty kołdry i wyobrażałam sobie, że każdy kawałek materiału to maleńkie przejście do innego życia.
Tej pierwszej nocy po powrocie do domu mojej mamy, leżałam pod tą kołdrą w trzydziestym pierwszym tygodniu ciąży i czułam, że zawiodłam we wszystkim, co powinnam zrozumieć jako dorosła osoba.
Małżeństwo. Pieniądze. Granice. Macierzyństwo.
Marcus napisał do mnie jedenaście SMS-ów przed północą.