„Ona żyje” – to były jego pierwsze słowa, a głos przeszedł w chrapliwy szloch. „Ona żyje, Emmo. Jest na oddziale intensywnej terapii pediatrycznej. Jest pod respiratorem, ale jej serce bije samo. Jest stabilna. Przywróciłam ją.”
Załamałam się. Nie mogłam mówić. Po prostu szlochałam w jego pierś, a moje łzy mieszały się z zaschniętą krwią na jego mundurze. Przerażenie, które ściskało moją duszę, powoli zaczęło się rozluźniać.
Chwilę później zaszeleściła zasłona w naszym pokoju.
Na zewnątrz, w korytarzu, usłyszałam zamieszanie. Słyszałam piskliwy, kłamliwy głos mojej matki, Catherine, niosący się echem po korytarzu.
„Nie rozumie pan, oficerze!” błagała Catherine. „Emma ma silny lęk poporodowy! Wpadła w panikę! Potknęła się o dywan i uderzyła głową o szafkę nocną! Natalie próbowała tylko pomóc dziecku, trzymała butelkę wina i upuściła ją, kiedy Emma upadła! To tragiczny wypadek!”
Wysoki, barczysty mężczyzna w tanim garniturze rozsunął zasłonę i wszedł do naszego pomieszczenia. Trzymał metalową podkładkę. Do paska miał przypiętą srebrną odznakę.
„Państwo Vance” – powiedział cicho, zasuwając za sobą zasłonę. „Jestem detektyw Miller, z wydziału ds. ofiar. Cieszę się, że pani nie śpi”.
Detektyw Miller spojrzał na Derricka, który wstał, wyprostowany i obronny. Potem detektyw spojrzał na mnie.
„Pańska rodzina w poczekalni opowiada zupełnie inną historię” – powiedział łagodnie detektyw Miller. „Twierdzą, że doznała pani załamania nerwowego, napadła pani na siostrę i zrobiła sobie krzywdę”.
Próbowałem przemówić, ale gardło miałem zdarte. Derrick ścisnął mnie za rękę.
„Kłamią” – stwierdził Derrick beznamiętnie.