Pewnego ranka powiedziano nam, że zostaniemy przeniesieni. Cel podróży nieznany. Mieliśmy dwie godziny na przygotowania. Co przygotować? Nie mieliśmy nic, tylko nasze wyczerpane ciała i palące wspomnienia. Séraphine była zbyt słaba, by chodzić. Nadine i ja nosiłyśmy to. Colette szła z przodu, recytując Polinirowi cicho jak mantrę.
Wtłoczyli nas do ciężarówek. Po 100 kobiet w każdej ciężarówce. Bez siedzeń. Tylko szorstka drewniana podłoga i plandeka, która przepuszczała lodowaty wiatr. Jechaliśmy godzinami. Niektórzy ginęli stojąc, przyciśnięci do nas, a my nawet nie mogliśmy pozwolić im upaść, bo nie było miejsca. Nagle ciężarówka się zatrzymała. Krzyki, strzały.
Myśleliśmy, że to koniec, ale kiedy plandeka się otworzyła, to nie byli SS-mani, tylko amerykańscy żołnierze. Nie pamiętam, żebym płakał, kiedy Amerykanie otworzyli ciężarówkę. Nie pamiętam, żebym się uśmiechał. Pamiętam tylko ogromną pustkę, jakby moje ciało zapomniało, co znaczy wolność. Żołnierz wyciągnął do mnie rękę.
Długo się temu przyglądałem, zanim kupiłem. Jej oczy były niebieskie, pełne współczucia. Powiedział coś po angielsku, czego nie rozumiałem. Potem pomógł mi zejść na dół. Byliśmy w środku lasu. Ciężarówka została porzucona przez strażników SS, którzy uciekli, słysząc strzały aliantów. Zostawił nas tam zamkniętych, być może licząc na to, że umrzemy, zanim nas znajdą.