Élodie zaśmiała się krótko i sucho.
„Montreal? Za jakie pieniądze? Nawet nie możesz…”
„Pieniądze” – przerwałam delikatnie – „już cię nie interesują”.
Przez okna biura przed haussmannowskim budynkiem zatrzymał się właśnie czarny mercedes.
Wysiadł szofer.
Otworzył tylne drzwi i skinął mi z szacunkiem głową.
„Pani Moreau, wszystko gotowe”.
Antoine wstał tak gwałtownie, że jego krzesło zaskrzypiało o podłogę.
„O co w tym wszystkim chodzi? Skąd pani wzięła ten samochód?”
Spojrzałam na niego.
Naprawdę spojrzałam.
Po raz pierwszy od dawna.
I nic nie czułem.