Żadnego gniewu.
Żadnej miłości.
Żadnej nienawiści.
Tylko ogromny dystans.
„Mówiłem ci, Antoine. To już nie twój problem”.
Wziąłem Chloé w ramiona.
Hugo mocno ścisnął moją dłoń.
Odwróciłem się ostatni raz.
„Od dziś” – powiedziałem – „nigdy więcej nie będziesz musiał się martwić, że zakłócimy twoje nowe życie”.
Potem wyszedłem.
Pięć minut później byliśmy już w drodze na lotnisko Charles de Gaulle.
A po drugiej stronie Paryża, w prywatnej klinice, gdzie ludzie rozmawiali półgłosem, gdzie ściany pachniały luksusem i środkami dezynfekującymi, rodzina Delcourtów miała właśnie odkryć, że prawda nie musi krzyczeć, by zniszczyć cały dom.
CZĘŚĆ 2
W samochodzie, za przyciemnianymi szybami, roztaczał się Paryż.
Jasne, kamienne fasady.
Apteki z zielonymi krzyżami.
Tarasy już pełne, mimo zimna.