Skazano go na karę więzienia, grzywny i nakazy naprawienia szkody, które pozbawiły go życia, które czcił. Rezydencja w Westchester została sprzedana. Samochody zniknęły. Zegarki, które kiedyś eksponował jak trofea, stały się dowodami, potem majątkiem, a w końcu cudzą własnością.
Dzień przed stawieniem się w więzieniu poprosił o spotkanie z Carmen.
Zgodziła się.
Zawiozłem ją do punktu widzeń, gdzie jego adwokat umówił się na prywatne spotkanie. Czekałem na zewnątrz w samochodzie, trzymając w dłoniach papierowy kubek po kawie, obserwując deszcz spływający po przedniej szybie. Była w środku przez trzydzieści dwie minuty.
Kiedy wyszła, jej twarz była nieodgadniona.
„Wszystko w porządku?” zapytałem.
Powoli zapięła pas. „Przeprosił”.
Odwróciłem się do niej.
„Wierzysz mu?”
Spojrzała na deszcz.
„Myślę, że żałuje, że stracił wszystko”.
To wszystko, co powiedziała.
Minęły lata.
Niewiele, ale wystarczająco dużo, by ostre krawędzie historii stały się czymś, co ludzie uznali za zrozumiałe. W internecie obcy ludzie uczynili z Carmen symbol. Niektórzy nazywali ją bezwzględną. Inni ikoniczną. Niektórzy mówili, że miałam szczęście. Inni, że zaplanowałam wszystko od początku.
Wszyscy się mylili, na różne sposoby.