„Nie zaczynaj” – powiedziała. „Jestem stara, nie jestem krucha”.
Nagle roześmiałam się przez łzy.
Przesunęła kartkę w moją stronę. „Zmieniłam ją lata temu. Ale chcę, żebyś wiedziała, zanim ktokolwiek inny się dowie. Moje udziały trafią do funduszu powierniczego. Mateo odziedziczy część, kiedy będzie gotowy. Fundusz stypendialny będzie kontynuowany. A ty będziesz miała miejsce w radzie fundacji”.
Pokręciłam głową. „Nie musisz mi nic dawać”.
„Wiem”.
„Więc dlaczego?”
Uśmiechnęła się. „Bo dawanie jest inne, kiedy nikt nie bierze”.
Nie mogłem mówić.
Położyła swoją dłoń na mojej, tak jak ja zrobiłem to dla niej lata temu w sali konferencyjnej.
„Pamiętasz, ile Alejandro ci zapłacił, żebyś mnie zabrała?” zapytała.
„Pięć tysięcy dolarów”.
Jej uśmiech się poszerzył. „Najlepsza inwestycja, jaką ten idiota kiedykolwiek zrobił”.
Śmialiśmy się do łez.