Carmen powoli wstała od stołu. „Och, otwieram”.
Ścisnął mi się żołądek. „On jest wściekły”.
Spojrzała na mnie tymi ciemnymi oczami, które widziały więcej zdrady, niż ktokolwiek powinien. „Dobrze. Człowiek taki jak mój syn mówi prawdę tylko wtedy, gdy wściekłość go rozbraja”.
Brzęczyk wrzasnął w mieszkaniu.
Zamarłam.
Carmen nacisnęła przycisk i powiedziała: „Tak?”.
Jego głos eksplodował z głośnika. „Otwórz natychmiast drzwi”.
„Nie” – odpowiedziała Carmen.
Zapadła cisza.
Potem Alejandro się roześmiał, ale tym razem jego śmiech brzmiał chrapliwie. „Mamo, nie dramatyzuj. Nie rozumiesz, co dzisiaj podpisałeś”.
„Rozumiem doskonale”.
„Jesteś zdezorientowany”.
„Nie, Alejandro. Po raz pierwszy od lat nie mam wątpliwości”.
Zniżył głos, prawdopodobnie zdając sobie sprawę, że sąsiedzi go słyszą. „Otwórz drzwi. Możemy to naprawić, zanim się skompromitujesz”.
Carmen nachyliła się bliżej do domofonu. „Zapłaciłaś Marianie pięć tysięcy dolarów, żeby zabrała mnie jak śmiecia. Potraktuj to jako podziękowanie”.
Uderzył drzwi na dole tak mocno, że zabrzęczał domofon.