I może to jest ta część historii takich jak nasza, której ludzie nigdy nie rozumieją. Pragną zemsty. Pragną upadku. Pragną, żeby bogacz został wyciągnięty z wieży, a zapomniana kobieta ujawniona jako prawdziwa właścicielka wszystkiego. Rozumiem dlaczego. Przeżyłem to i nawet ja mogę przyznać, że obserwowanie, jak Alejandro traci tron, który zbudował na kłamstwach, dawało mi satysfakcję.
Ale to nie zemsta mnie uratowała.
Uratowała Carmen.
Uratował Mateo.
Uratowało małe mieszkanie.
Zupa na kuchence, papiery sądowe, sesje terapeutyczne, pierwszy klient, który mi zaufał, pierwsza noc, w której spałem bez strachu, pierwszy poranek, kiedy się obudziłem i zdałem sobie sprawę, że nikt w moim domu nie jest zły.
To było prawdziwe zwycięstwo.
Nie miliony.
Nie firma.
Nie ruina Alejandro.
Prawdziwym zwycięstwem było to, że pewnego dnia, po stracie prawie wszystkiego, rozejrzałem się po kuchni i w końcu zrozumiałem, że nie zostawiłem rodziny.
Odnalazłem ją.