„Nie jestem częścią firmy” – powiedziałam.
„Jesteś częścią prawdy” – odpowiedziała.
Spotkanie odbyło się w sali konferencyjnej z oknami od podłogi do sufitu i długim stołem, który odbijał twarze wszystkich niczym ciemna woda. Alejandro siedział na samym końcu, mimo że nie miał już prawa tam siedzieć. Jego prawnik szepnął obok niego. Dwóch członków zarządu unikało jego wzroku. Krzesło dyrektora finansowego było puste.
Carmen weszła ostatnia.
Wszyscy wstali.
Alejandro nie.
Powoli podeszła do szczytu stołu i postawiła przed sobą stare kartonowe pudło.
„Mój mąż zbudował tę firmę uczciwymi ciężarówkami, uczciwymi kierowcami i uczciwym długiem” – zaczęła. „Umarł, wierząc, że nasz syn ją ochroni. Podpisałam pełnomocnictwo dla Alejandra, ponieważ byłam w żałobie, dochodziłam do siebie po operacji i byłam na tyle głupia, by wierzyć, że krew gwarantuje lojalność”.
Alejandro odchylił się do tyłu. „To emocjonalny teatr”.
Carmen otworzyła pudełko i wyjęła plik dokumentów.
„To nie teatr. To oryginalne dokumenty własnościowe. To protokoły z mojego udziału kontrolnego. To e-maile, w których próbowałeś rozwodnić moje akcje bez mojej zgody. To płatności dla dostawców, które są obecnie poddawane analizie śledczej”.
Jego prawnik dotknął jego ramienia.
Alejandro go zignorował. „Nie rozumiesz biznesu”.
Carmen patrzyła na niego długo.
„Nie” – powiedziała cicho. „Rozumiem takich ludzi jak ty. To gorsze”.
Potem ogłosiła jego odwołanie ze stanowiska prezesa.
Głosowanie nie było wyrównane.