„Wszystkiego”.
Potem słowa wypłynęły z niej jak pękająca tama.
„Boję się, że pomyślisz, że zrobiłam to celowo. Boję się, że pomyślisz, że chciałam cię powstrzymać. Boję się, że znowu mnie zobaczysz”.
Chcę odejść. Bałam się zaczynać od nowa, zaczynać historię, którą już raz zniszczyliśmy. Bałam się wychowywać dziecko samotnie. Bałam się zadzwonić do ciebie i usłyszeć w twoim głosie, że jestem problemem. Bałam się mieć nadzieję.
Każde zdanie mnie uderzało.
Usiadłam na krześle przy łóżku.
„A krew, tamtego ranka…”
Otarła twarz grzbietem dłoni.
„Jeszcze nie wiedziałam. Właściwie nie. Ale spanikowałam. Coś we mnie wiedziało, że to nie tylko plama na prześcieradle. Potem zrobiłam test. Potem kolejny. Potem badanie krwi”.
Głos jej się załamał.
„Próbowałam do ciebie dzwonić kilka razy. Wybierałam twój numer, a potem się rozłączałam, zanim zadzwonił. Ćwiczyłam, co powiem, ale nic nie brzmiało dobrze”.
Położyła drżącą dłoń na wciąż prawie płaskim brzuchu.
„Wczoraj w nocy zemdlałam. Za dużo stresu, spadek ciśnienia. Lekarz mówi, że z dzieckiem wszystko w porządku. Ja też będę w porządku. Ale nie mogłam udawać, że jestem wystarczająco silna, żeby wszystko udźwignąć sama”.
Milczałam.
Długo.
Nie dlatego, że nic nie czułam.
Bo czułam za dużo.